Jak ciężkie może być życie Faraona, ile sprzeczności musi godzić w sobie skromna osoba, bóg tłumów I “budzący słońce o świcie”… Ale nie tylko o tym historia traktuje: Syn władcy Djelibeybi trafia do gildii skrytobójców – gdzie tylko najlepsi dożywają końca semestru, a już nieliczni geniusze końcowe egzaminy. Jeśli chcecie poznać jego perypetie i wypełniające się przeznaczenie mimo drogi najeżonej sztyletami – sięgnijcie po „Piramidy”.
Śmiech, śmiech... Terry się wyraźnie poprawia. Zresztą, żeby jego czytać trzeba mieć odpowiedni nastrój. Ja go miałem przez jakiś czas i książki nie doczytałem do końca. Wysłuchałem zaś relacji kolegi, który to zrobił i mam jednak pozytywne zdanie... To chyba ostatnia książka z serii o której będę miał pozytywne zdanie
Szczerze mówiąc Piramidy zawiodły mnie bardzo. Pratchett zawsze wciśnie swój niesamowity humor, lecz w tej książce jest go za mało. Ciekawe jest oczywiście spojrzenie na inną kulturę, nie Ankh-Morporkowską (ufff ale słowo), lecz to za mało.
Czy wiecie jak piramidy ostrzą żyletki?? Jeśli chcecie się dowiedzieć sięgnijcie po tą książkę!!!